Test: Beyerdynamic DT 30 IE – słuchawki douszne do IEM-ów
Przypadły mi do gustu, stając się od teraz moimi głównymi IEM-ami nie tylko w pracy, ale też i w podróży czy w domu Autor: Piotr Sadłoń • 17 czerwca 2026
Piotr Sadłoń
INFOMUSIC.PL
Dostarczył
SoundTrade
tel: +48 22 632 02 85
www.soundtrade.pl
Napisz Email
Komfort pracy muzyków na scenie jest kluczowy dla uzyskania efektu końcowego w postaci koncertu, który publiczność wspomina z zachwytem przez długi czas. Na ten komfort składa się wiele czynników, a jednym z nich – w przypadku korzystania przez muzyków z systemów osobistego monitoringu IEM – są odpowiedniej jakości słuchawki douszne. Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprawdzają się tu tzw. „odlewy”, jednak jeśli ktoś nie chce lub nie może z nich korzystać, ma do wyboru szeroką ofertę „gotowych” słuchawek dousznych różnych producentów. Niemiecki specjalista od słuchawek (i mikrofonów), firma Beyerdynamic, zaprezentowała ostatnio taki produkt, który – uprzedzając nieco fakty – bardzo korzystnie wypada na tle konkurencji.
![[img:2]](/img/artykuly/zdjecia/beyerdynamic-DT-30-IE-3-org.webp)
Beyerdynamic DT 30 IE
Jak anonsuje producent, „DT 30 IE zostały zaprojektowane specjalnie z myślą o wymaganiach współczesnych występów na żywo”. Wyposażone są w 11-milimetrowe przetworniki dynamiczne, pracujące w paśmie od 5 Hz do 20 kHz, zapewniając równocześnie wysoką izolacyjność akustyczną od otoczenia, sięgającą 39 dB. Są przy tym bardzo lekkie – każda słuchawka waży zaledwie 2,7 g – i trwałe, bowiem są odporne na pył i zachlapanie, zgodnie z klasą ochrony IP54. To mocny argument w segmencie, w którym wiele produktów obiecuje odporność sceniczną, ale rzadko posiada odpowiednią certyfikację.
Słuchawki dysponują odłączanym, wzmocnionym włóknem Kevlar przewodem o długości 1,4 m, z systemem złączy MMCX, który w razie potrzeby można wymienić. Pozłacane złącza oraz zintegrowany drut pamięciowy zapewniają stabilne połączenie i pewne dopasowanie. Wymienne elementy oraz dostępne osobno części zamienne sprawiają, że DT 30 IE to inwestycja, która jest w stanie zwrócić się na długo przed tym, zanim słuchawki zaczną stwarzać jakiekolwiek problemy techniczne.
![[img:1]](/img/artykuly/zdjecia/beyerdynamic-DT-30-IE-0-org.webp)
Zanim przejdziemy do wrażeń użytkowych i pomiarów, jeszcze kilka „suchych” parametrów. DT 30 IE mają impedancję nominalną równą 18 omów, oferując poziom ciśnienia akustycznego 118 dB (1 kHz/1 mW) lub 128 dB (1 kHz/1 Vrms), zaś maksymalny SPL określony został na poziomie 137 dB. Całkowite zniekształcenia harmoniczne to tylko 0,09% (1 kHz), przy zasilaniu mocą 1 mW.
W zestawie znajdziemy – oprócz słuchawek i kabelka – 3 pary silikonowych końcówek dousznych w trzech rozmiarach (S, M, L), 3 pary piankowych końcówek dousznych, również w trzech rozmiarach (S, M, L), parę filtrów cerumenowych i skróconą instrukcję, a to wszystko zapakowane w eleganckie i wytrzymałe (choć trochę duże) etui.
![[img:3]](/img/artykuly/zdjecia/beyerdynamic-DT-30-IE-4-org.webp)
WRAŻENIA
Nigdy nie byłem „dobry” w kwiecistych opisach brzmienia zestawów głośnikowych, mikrofonów czy słuchawek, więc unikam tego jak ognia, ale… coś trzeba napisać. Na początek po prostu „zapuściłem” sobie kilka ulubionych utworów, szczególnie tych, których używam przy finalnym strojeniu systemów nagłośnieniowych, czyli takich, które znam „od podszewki”. I już „na dzień dobry” brzmienie DT 30 IE bardzo mi „spasowało” – słychać, że pasmo jest naprawdę szerokie, z nisko schodzącym, ale nie „przewalonym” basem. Podobnie w górze pasma – jest przejrzyście, ale bez podbić. W środku jest „miękko”, ale tak przyjemnie miękko, tzn. nie brak niczego, ale nic nie kłuje.
Żeby skonfrontować swoje wrażenia z jakimś punktem odniesienia, odsłuchałem ten sam zestaw utworów na monitorach o stosunkowo płaskiej charakterystyce (sprawdzonej pomiarowo) i wyszło, że faktycznie delikatna różnica drzemie w wysokim środku. Jest „cieplej” niż w monitorach, tak jakby nieco podcięty był środek, tak w okolicach 2–3 kHz.
No dobra, dość wymądrzania się, czas spróbować dokonać jakichś w miarę obiektywnych porównań. I tu wkraczamy w dość grząski temat dokonywania pomiarów słuchawek. Na ten temat można napisać cały i do tego spory artykuł (na co być może skuszę się, ale na pewno nie w sezonie koncertowym). W dużym skrócie – pomiary głośników, nawet w nieidealnych warunkach (czyli nie w komorze bezechowej), to „pikuś” przy pomiarach słuchawek. Tutaj pojawia się nie tylko konieczność posiadania nietanich symulatorów ucha, ale jeszcze dochodzi kwestia nie do końca sprecyzowanej charakterystyki referencyjnej, czyli transfer function naszego ucha. Dość powiedzieć, że głośnik, który ma idealnie płaską charakterystykę amplitudową, brzmi w naszym uchu mniej więcej tak, jak zielony przebieg poniżej.
Dlatego wszystkie pomiary muszą być odniesione do referencyjnej charakterystyki ucha ludzkiego, która po pierwsze tak do końca nie wiadomo, jak wygląda (przebieg czarny to jedna z takich referencji używana w pomiarach słuchawek), a po drugie każdy człowiek ma inną budowę głowy, małżowin usznych, a nawet długość kanału słuchowego, więc tak naprawdę trzeba by dla każdego z osobna taką charakterystykę wyznaczyć i dopiero wtedy odnieść pomiary wykonywane za pomocą kosmicznie drogich urządzeń do niej, aby móc określić, jak dana osoba słyszy zmierzone słuchawki.
![[img:4]](/img/artykuly/zdjecia/beyerdynamic-DT-30-IE-2-org.webp)
Jak nie ma kosmicznie drogich urządzeń pomiarowych, ale nabywszy drogą kupna dość podstawowe „ustrojstwo” pozwalające mierzyć słuchawki – zarówno nauszne, jak i douszne – mogę przynajmniej porównać ze sobą różne słuchawki.
I tak np. charakterystyka amplitudowa DT 30 IE zmierzona i „zważona” za pomocą krzywej referencyjnej (kolor czarny) wygląda tak, co dość dobrze odzwierciedla wrażenia słuchowe (szerokie, wyrównane pasmo, podcięcie średnicy).
![[img:6]](/img/artykuly/zdjecia/Beyer-transfer-org.webp)
Zanim jeszcze pomierzyłem nowe IEM-y Beyerdynamika, porównałem ich brzmienie z prawie 8-krotnie droższymi słuchawkami czteroprzetwornikowymi innego potentata w produkcji słuchawek (i mikrofonów), tym razem z USA, a także – tak „for fun” – z 8-krotnie tańszymi, popularnymi słuchawkami „dwuliterowego” producenta na literę K. Oczywiście te drugie drastycznie odstawały brzmieniowo od DT 30 IE (mocno podbita góra, trochę mniej środka, ale też całkiem sporo dołu), czego nie można powiedzieć o tych pierwszych (producenta na „S”), które były mocno zbliżone brzmieniowo (choć nie identyczne). Efekt tych porównań skonfrontowałem też pomiarowo i wyszło takie coś (zielony to DT 30 IE, niebieski to drogi konkurent na „S”, a purpurowy to tani konkurent na „K”).
![[img:5]](/img/artykuly/zdjecia/konkurencja-org.webp)
Bardzo mile zaskoczył mnie też pomiar charakterystyki impulsowej Beyerdynamika, który prezentuje się niemal idealnie – oznacza to, że słuchawki bardzo dobrze tłumią drgania własne układu membrana–cewka, nie dodając od siebie niepotrzebnych rezonansów.
![[img:7]](/img/artykuly/zdjecia/Beyer-impuls-org.webp)
To też przekłada się na „szybką” pracę układu drgającego, dzięki czemu słuchawki wiernie przenoszą transjenty, co widać z kolei na kolejnym pomiarze, gdzie odtwarzają przebieg prostokątny o częstotliwości 300 Hz. Może ten przebieg będzie Wam się wydawał daleki od ideału, ale uwierzcie na słowo – prostokąt konkurentów jeszcze bardziej odbiegał od tego ideału (zainteresowanym mogę pokazać „poza protokołem”).
![[img:8]](/img/artykuly/zdjecia/Bey-L-300-square-org.webp)
PODSUMOWUJĄC
Nie miałem zbyt dużo czasu na bliższe zapoznanie się z nowymi IEM-ami Beyerdynamika, ale to, co udało mi się „odkryć”, to to, że oprócz wspomnianych wyżej zalet, czyli dość wyrównanego brzmienia, świetnego przetwarzania transjentów i małej wagi, dodam jeszcze wygodę – po paru minutach zapomina się, że coś ma się w uszach. Szczególnie tę wygodę odkryłem w momencie, gdy – porównując ze wspomnianymi wcześniej konkurentami – zamieniałem je w uchu na DT 30 IE. Czysta przyjemność, a do tego w czasie wyciągania nakładki pewnie trzymają się na swoim miejscu, a nie zostają w uchu, jak to w niektórych przypadkach bywa. Fakt, że aby je założyć na słuchawki (te nakładki), trzeba się trochę „przyłożyć”, ale dzięki temu bardzo pewnie siedzą na swoim miejscu.
Krótko mówiąc, DT 30 IE bardzo przypadły mi do gustu, stając się od teraz moimi głównymi IEM-ami nie tylko w pracy, ale też i w podróży czy w domu, i szczerze polecam je wszystkim, którzy cenią sobie nie tylko szerokie, wyrównane brzmienie, ale też wygodę.
Gdzie kupić?
Dystrybucja w Polsce:
Pon - Pt: 09:00 - 17:00